25/10/2026
20:00
Nie sposób opisać atmosferę dwóch wieczorów przesiąkniętą wiszącą w powietrzu chemią między aktorami MASKI a publicznością. Przez blisko dwie godziny spektaklu nie cichły spontaniczne reakcje widzów, podsycane wartką akcją, napędzającą się niczym chomik w kołowrotku. To były zaledwie pierwsze popremierowe pokazy, a aktorski majstersztyk maskowiczów pozwolił na stworzenie wyjątkowych kreacji aktorskich, utrzymanie fenomenalnego timingu, a totalne zwroty akcji rozśmieszały nawet najbardziej pochmurnych. Oczywiście doskonałą kanwą do wykreowania tak zabawnego wieczoru była sztuka Magdaleny Wołłejko, aktorki i pisarki tworzącej pod pseudonimem Meggie W. Wrightt. „Klub Kobiet Porzuconych” to lekka i frywolna komedyjka, która pod żadną woalką nie skrywa morału, po prostu ma bawić i zrelaksować widza.
A już pierwsze minuty spektaklu bawią widza, choć do humoru troszkę trzeba się przyzwyczaić, bo czasem nie bywa subtelny. Jednak jak w pełni wejdzie się w historię trzech kobiet spędzających wieczór w przyhotelowym barze, to nic innego nie pozostanie, jak wkręcić się w to szaleństwo miłosnych intryg, zdrad, złamanych serc i romansów.
Tematy damsko-męskie to zawsze pożądany i jakże często poruszany wątek towarzyskich rozmów. Oczywiście wszystko utkane słowną pikanterią i niemałą ilością procentów. A od tych procentów, grubą nicią szytych żartów i życiowych opowieści jest Kelner – Mario, „cholernie” przystojny Włoch, który okazuje się… Bułgarem ze Złotych Piasków. W tej roli doskonale odnalazł się (ale też nigdy się nie zgubił) Marek Andruszczyszyn. Na scenę w pierwszych minutach dołącza do niego Gabi (fenomenalna i urocza w roli – Cecylia Biel). Słodziutką modeleczkę, posługującą się zangielszczoną polszczyzną, do tego miejsca sprowadza chęć zemsty i odreagowania bólu porzucenia przez narzeczonego. A do zemsty najlepszy jest kochanek, niekoniecznie stały; może być chwilowy, ledwo poznany. I tu napatoczył się „Tedi” (dla żony Tadeusz) aktor, gwiazdor, celebryta – choć chyba bardziej samozwańczy – nieświadom, że ma być pocieszycielem, czy raczej narzędziem zemsty. Każdy miał inne pobudki wdania się w to jednorazowe rendez-vous. Oczywiście jak to mówią – wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, tak w tym przypadku zaprowadziły do “Smaków Italii”, przyhotelowego baru Maria. Zatem rezerwacji stolika dla trzech nie można było dokonać w żadnym innym lokalu, jak tymże właśnie. A pojawiają się w nim trzy przyjaciółki, które w tym dniu sprowadziła w to miejsce potrzeba wzajemnego pocieszenia po porzuceniu przez mężów, czy kochanków… kto to zliczy, kto się w tym połapie? Wraz z upływem czasu i wypitym niejednym mojito, podlanym białym winem i niebrudzącym zębów czerwonym – gubimy się w akcji, kto kogo pociesza, kto został porzucony, kim jest ojciec bliźniaków i kto ma jaką orientację (a o czym, sprawdźcie w następnym spektaklu). Wśród tych trzech przyjaciółek poznajemy Doris – lampracicę, do której lepiej się zwrócić nimfomanko niż obelżywie „Doroto”. Dla niej liczby nie oznaczają pieniędzy, lecz kolejnych kochanków; u niej minuta w samotności to wieczność – dlatego bardzo jej unika. W tej roli fenomenalna Malina, czyli Joanna Gądek. Kolejną porzuconą czy porzucającą przyjaciółką jest Iza. Wydaje się racjonalna, spokojna, opanowana – w końcu lekarz medycyny niekonwencjonalnej. Wiele przeżyła, trochę zgrzeszyła (ale nie żałuje) i dla ukojenia swoich emocji i stanów – ćwiczy jogę. W tej roli zachwyciła nas Basia Tomków. Trzecią przyjaciółką i troszkę w odmiennym stanie (z racji ilości mojito we krwi), jest Ania. Taki oto trunek w szklance to dla niej substytut szczęścia. Jednak nie po to ma się przyjaciółki, aby wciąż woalować rzeczywistość. W końcu należało stanąć w prawdzie nie tylko przed nimi, ale przed samą sobą. Kiedyś modelka, stylistka, atrakcyjna kobieta, dziś ugrzęzła w domu przy mężu przyćmiewającym ją swą osobowością i własnym ego. Brawurowa kreacja Pauliny Czopek.
Na szczęście w tym zacnym gronie jest na tyle dużo możliwości i kombinacji, aby ostatecznie każdy mógł znaleźć coś lub kogoś dla siebie. A finał bywa przewrotnie zaskakujący. Kto nie był – niech żałuje, kto był – zgodzi się z tezą.
To były dwa wyśmienite wieczory z aktorami Maski. Oczywiście scenariusz szyty na miarę dzisiejszych oczekiwań i potrzeby absolutnego relaksu – ale Malina, Paulina, Basia, Mario… ups – Maro i Timon – rozpędzili tę karuzelę tak, że trudno ją zatrzymać w biegu. Fantastyczna ekipa, brawo dla Aktorów, brawo dla reżysera Andrzeja Morawy. Dopełnieniem spektaklu są kostiumy, charakteryzacja i scenografia powstała pod skrzydłami Marty Tyrpy. Dziękujemy też Adze Lizoń-Bober za fantastyczne fascynatory 😊
Kolejny raz były owacje na stojąco, roześmiani widzowie – co jest najlepszą rekomendacją. Spokojnie, będą powtórki. Ale na razie zapraszamy na „Iwonę, Księżniczkę Burgundę”, to także pierwsze popremierowe spotkania. Widzimy się 21-22 listopada, szczegóły już wkrótce.
Prawa autorskie do w/w sztuki reprezentuje ADiT
Zapraszamy do fotogalerii ze spektaklu autorstwa Jarosława Karasińskiego
Marta Tyrpa
(JK)
ul. Mickiewicza 7,
32-050
Skawina,
12 276-34-64
sokol@ckis.pl